Zajrzeliśmy do tej restauracji tuż po powrocie z Prowansji, tej we Francji. Brakowało nam słońca, barw, lawendowych pól i piłujących niemiłosiernie cykad. Miejsce polecane przez wiele czasopism, w których znajdują się rubryki omawiające restauracje. Najpierw troszkę pobłądzilismy, gdyż adres Koszykowa 1, wbrew naszym przewidywaniom znajduje się nie koło hal, ale nieopodal Placu na Rozdrożu.
Miejsce bardzo nastrojowe, pod warunkiem, że nie będzie imprezy firmowej na górze. My mieliśmy tę wąpliwą przyjemność, sąsiadować z juwentem jakiejś polsko-niemieckiej firmy, odgłosy z góry docierały spokojnie na dół. Przychodząc do Prowansji należy się liczyć ze sporym wydatkiem:
- zupy 15-20 zł,
- przystawki 28-80 zł,
- dania główne 30-70 zł.
Jedliśmy kotleciki cielęce z serem brie i żurawiną, polędwicę z zielonym pieprzem i serem roquefort, małże z pomidorami i bazylią. Karta długa i nęcącą, ale pamiętać należy o efekcie końcowym. Rachunek za 3 osoby około 300zł bez alkoholu.
Z dużo większą przyjemnością wspominam, tanie barki w pobliżu mostu w Avinion…Właśnie w takich restauracjach zdajemy sobie sprawę, że coś jest nie tak, bo po całym dniu pracy powinno być nas stać na spotkanie ze znajomymi w takim miejscu, aby nabrać chęci do pracy następnego dnia. A zasobność portfeli powoduje, że raczej czynimy to od wielkiego dzwonu.