Ostatni wieczór w Pradze, przeszliśmy od drugiego końca naszą ulicę Długą, mijaliśmy po drodze restauracje: Kubańską, Argentyńską, Tajską i kilka czeskich nie budzących naszego porządania /u Czarownic/, aż dotarliśmy do sąsiadującej ze Wściekłą Krową i wejściem do naszej kamieninicy restauracji. Niestety nazwa uciekła mi, tak samo, jak zdjęcie potrawki z królika… Tego samego dnia, jeszcze wchodziliśmy do restauracji pod Tłustym Koalą, gdzie u wejścia wisiało zdjęcie JPII z coalą. Jednak tłum i hałas oraz dym papierosowy nie dawał gwarancji miłego wieczoru.
Opisywana resturacja była dosyć pusta, ale wnętrze było jakieś takie prasko, stare i zachęcające do posiedzenia.
Bardzo dobre jedzenie, ponoć najlepszy jest królik, którego jadła moja żona, ja zadowoliłem się polewką piwną, która okazała się gulaszem składającym się w dużej części z kiełbasy i papryki oraz dość zawiesistego sosu, trzecim daniem był panierowany kotlet z orzechami. Część dań oczywiście z knedlikami, tym razem jedne były chlebowe, drugie ze słoniną.
Ceny, jak zwykle przystępne, czyli pomiędzy 80-100zł, piwo dobre, tańsze od wody tradycyjnie. Minusik za stertę chleba w koszyku, w ramach czzekadełka, ale bez smarowidła żadnego. Miła obsługa.