Ryby to przede wszystkim smażenie. Nie jestem oryginalny, ale w ten sposób przede wszystkim lubię je jeść, bo o przyrządzaniu raczej trudno coś skomplikowanego powiedzieć.
Węgorz przyjechał ze mną z Makro, ryba około 1,5 kg to nie jest zbyt wiele do zjedzenia dla 3 osób. Problem był jeszcze jeden, to była cała ryba! Węgorz ma tak twardą skórę, że robi się z niej butyi portfele – jeden sam dostałem pod choinkę. Nie sposób zdjąć skórę, przyznam szczerze, że musiałem posiłkować się szczypcami do przytrzymania skóry i w końcu udało mi się zdjąć ją z ryby. Skórę nacinamy przy głowie i powinno jakoś pójść.
Ryba pocięta na dzwonka, bardzo ładnie odchodzi kręgosłup, więc jesteśmy w posiadaniu fileta. Solimy delikatnie, posypuję mąką, a następnie obtaczam w bułce tartej. U mnie w domu używało się pomiędzy obsypaniem mąką, a obsypaniem bułka tartą roztrzepanych jajek. Czyli: mąka, jajko, bułka tarta.
Wrzucamy ryby na rozgrzany tłuszcz, zarumieniamy z jednej, następnie z drugiej strony i podsmażamy następnie do uzyskania złocistego koloru. Oczywiście podobnie postępujemy z większością ryb.
Cholera dzisiaj zlapalem wegorza i chyba bede mial problem ze skora bo obciąłem mu łeb:(