Jakoś jeżdżąc po Hungarii nie udało mi się jej spotkać, mój przepis jest zaobserwowany u znajomych i troszę w innej wersji niż oryginał.
Zacznijmy od autentycznego:
- ziemniaki,
- cebula,
- ocet winny,
- oliwa,
- sól i pieprz,
- fasola czerwona.
Ziemniaki gotujemy w opakowaniu, czyli w mundurkach, ja powiem szczerze wolę bez, łatwiej się potem do nich zabrać. Po ugotowaniu pokroić je w talarki, sztuka polega na tym, żeby odnaleźć moment, gdy zimniak jest miękki, ale się nie rozpada. Sos, to połączenie oliwy, octu, soli i pieprzu. Sałatkę delikatnie wymieszać z fasolą czerwoną i cebulą pokrojono drobno. Można dodać białą fasolę, a cebulę czerwoną. Tyle w oryginale.
Ja dodaję jeszcze śledzie Linsera pokrojone w kawałki 4 cm, i przelewam olej w którym są. Sałatce trzeba dać ze 2-3 godziny, aż dojdzie. Nie wiem co Węgrzy na te śledzie powiedzieliby.