Zupa rybna, był to cel podróży mojej żony na Węgry, i cel który wymaga jeszcze realizacji dalszej. Może i najważniejsze jest niespełnienie marzeń, lepiej gonić króliczka, niż go dopaść i…zrobić pasztet. Jedliśmy różne zupy rybne i powiem szczerze: porażka. Kilka lat temu w Warszawie, istniała trochę geesowska restauracja Delfin, tam to była zupa rybna…Sam sie do jej wykonania zabierałem kilkakrotnie, ale efekt był mizerny. Doktryna kucharska mówi, że zupa powinna składać się z 5-10 kawałków różnych ryb, a już samo to wiąże się z pewnymi problamami, pozatem aby nie zabić ośćmi gości, też trzeba wiele skupienia i trudu.
- ryby słodkowodne karp, płoć, sandacz, szczupak, lin, sum, czy co kto ma - w sumie około kg,
To co budzi mój głęboki niepokój, to gotowanie głowy ryb w bulionie i odcedzenie. Jakoś nie mogłem się przemóc, gotować czegoś z oczami! Ale załóżmy, że gotujemy, potem odcedzamy. Ale niebagatelne: gotujemy conajmniej 4 godziny razem z drobno pokrojonymi pomidorami i cebulą pokrojoną koniecznie w ćwiarki, parykę w proszku, pieprz, sól.Mamy czas na filetowanie ryb, szczególna ostrożność zalecana. Do ugotowanego wywaru dorzucamy pokrojone filety i gotujemy, ale tym razem tylko 20 minut. Odwołam się do doktryny gotowania ponownie: nie mieszamy, gdyż mięso ryb delikatne jest i może się nam poprostu rozlecieć, więc aby jeszcze sobie utrudnić działanie, jedynie potrząsamy garnkiem.Powinno się udać. Szkół gotowania halaszle jest dwie: cisańska i dunajska.Do XIX wieku nie podaliby wam tej zupy w żadnej węgierskiej kanjpie, gdyż było to danie biedoty.Ważne są rónież proporcje 2 kg ryby, litr wody, 1:10 cebuli koniecznie w ćwiartkach.Trochę o historii tej zupy, oczywiście wymślili ją biedni rybacy, którym szkoda było jeść złowionych ryb, i w zwiazku z tym zjadali resztki - ogony, głowy, które gotowały się przez noc od zastawienia sieci, czyli około godziny 22 do 2-3 w nocy, kiedy budzili się do wyciągania sieci i byli głodni. Można spotkać się z opinią, że tej zupy nie można podawać w kociołkach metalowych, gdyż metal wpływa niekorzystnie na smak delikatnego miesa rybiego.
nie wyobrażam sobie nawet powąchać takiej zupy a co dopiero zjeść. Ogólnie zapach ryb jest okrutny i u mnie w domu ryby jada się raz do roku na Wigilę ale tylko dorsza. Oczywiscie ze wzgledu na dietę ( zawierają zbyt dużo kwasu moczowego)
Fajny, prosty przepis.
Mogę Ci polecić dodatkowo aby do zupy wrzucić liść laurowy ( 2-3 średnie na 2 litry) i kilka ziaren ziela angielskiego. Nada to zupie rybnej, szczególnie takiej prostszej ‘głebszy’ smak. Bo przy kilku gatunkach ryb to i tak niebo w gębie
Pozdrawiam.