z tą zupą kojarzy mi się huragan, a włąściwie trąba powietrzna. Siedzieliśmy sobie i pałaszowaliśmy zupę w Siofoku nadBalatonem i z pięknego bezchmurnego nieba, zawiało tak, że drzewa gieły się w pół. Uciekliśmy z talerzami oczywiście na górne piętro restauracji i dokończyliśmy konsupcję. Troszkę nas męczyło pytanie, czy zamknęlismy okna w domu…
- wołowina bez kości około 0,5 kg,
- kilka plasterków chudego, bez skóry, wędzonego boczku,
- kiełbasa jałowcowa – szt. 1,
- dwie marchewki, paryki czerwona i żółta, dwie cebule,
- pieprz, sól, kminek mielony, pieprz, paryka, łyżka cukru,
- śmietana 22%,
- przecier pomidorowy,
- puszka fasoli czerwonej i puszka białej.
Wołowinę kroimy na4 cm kostkę, dla ułatwienia możemy kupić od razu mieso gulaszowe pokrojone, na patelnię wrzucamy pokrojony boczek, dolewamy troszkę oliwy i wrzucamy po chwili na patelnię pokrojoną w piórka cebulę, pokrojoną w słupki marchew i następnie osolone i popieprzone mięso, obsmażamy i dolewamy wody lub wina oraz przecier pomidorowy, kminek, majeranek i dusimy dalej. Gdy wszystko zmięknie, dodajemy fasolę odcedzoną z puszek i pokrojoną parykę, dosypujemy paprykę z torebki oraz dodajemy opakowanie śmietany 22%. Nigdy mi się nie zważyła, ale dla spokojności, należy dodać do śmietany odrobinę sosu i dopiero potem wlać ją do garnka. Na samym końcu dodajemy łyżkę cukru, można też dodać odrobinę octu winnego, ale z tym ostanim radzę uważać, bo czasami można zniweczyć całą pracę.