To był początek mojej nowej pasji – nalewkowicza. Tak dużo spośród moich znajomych miało niezłe osiągniecia w tej materii, więc postanowiłem spróbować sam.
Śliwkówka:
- 1 kg dojrząłych, dużych, najładniejszych śliwek węgierek,
- 4 suszone śliwki kalifornijskie bez pestek,
- 1/2 litra spirytusu, 1/2 litra wódki, 1/2 kg cukru
Śliwki dokładnie myjemy, pestkujemy i wkładamy do dużego słoja, wsypujemy cukier i wlewamy obydwa alkohole, wrzucamy śliwki suszone i zakręcamy. Słój stawiamy w nienasłonecznionym miejscu, staramy się codziennie potrząsać słojem. Po 30-40 dniach, filtrujemy zawartość, najlepiej przez ściereczkę lnianą, fizelinę – w różnych miejscach można spotkać się z opinią, że można filtorwać przez papierowe filtry do kawy – mnie się to nie udało nigdy! Przelewamy więc zawartość do butelek, korkujemy i odstawiamy w ciemne miejsce na przynajmniej 2 miesiące. Czym dłużej leżakuje, tym szlachetniejszy trunek. Przed przelaniem do karafki, można jeszcze raz przefiltrować, ale moim zdaniem lekki osad pływający uszlachetnia trunek.
mam swój przepis jeśli chcesz to mogę Ci podać?????
o matko, ale po co wypestkowałeś? Lepsza goryczka się nosi w nalewce!
I znowu kicha – cukier:(
Kochany Tomie, co robić?;)
No pewnie w pestkach śliwek nie ma arszeniku, jak w wiśniach, ale pestki psują jednak moim zdaniem smak. Co do cukru napisałem Ci w nalewce malinowej.